Nasza tożsamość składa się w wielu systemów przekonań, które często są ze sobą w bardzo głębokim konflikcie.  Trudno sobie wyobrazić  jak liczną „rodziną” są nasze wewnętrzne systemy przekonań. Jest to dotkliwie zauważalne zwłaszcza w sytuacji konfliktu wewnętrznego, w którym trudno nam podjąć decyzję.   

Jedna część pragnie podjąć (albo wręcz przeciwnie) jakieś działanie, druga powstrzymuje ten impuls za pomocą rozsądnej argumentacji. Np. jedna cześć mnie chce rano spać, inna przypomina o czekających obowiązkach.  Toczymy w swoim umyśle nieustanne dialogi. Jeśli nasze „podosobowości” są w konflikcie, ta ze stron, która jest chwilowo mocniejsza, wygrywa i kierunkuje nasze działanie. Oczywiście, nie oznacza to końca rozdarcia. Ta strona, która została pominięta, prędzej czy później odezwie się np. w postaci poczucia winy, smutku, złości. Rozwiązaniem konfliktu jest integracja, czyli znalezienie wewnętrznej perspektywy, która pozwala połączyć ze sobą sprzeczne tendencje.

Kultura jako źródło utraty kontaktu ze swoją autentycznością

Kultura, w której żyjemy, na wiele sposobów odcina nas od kontaktu z naszym „autentycznym ja”. Poprzez wychowanie dostajemy  ogromną liczbę przekazów, które wprost lub nie wprost mówią nam, że to kim jesteśmy nie jest wystarczająco dobre i godne miłości. Zachodnia cywilizacja socjalizuje każde kolejne pokolenie w duchu zwalczania siedmiu grzechów głównych. „Pycha, chciwość, nieczystość, gniew, obżarstwo, zazdrość i lenistwo” i cokolwiek się kryje pod tymi określeniami, należy do cech, których trzeba się wyzbyć.

Jak piszą Hall i Sidra Stone, twórcy metody voice dialogue, pewne wzorce energii, które przynosimy na świat są zbiorowo wydziedziczone (wyrzucone poza tożsamość, mówiąc innym językiem) za pośrednictwem kultury. Rodzina, w której się wychowujemy jest bezpośrednim narzędziem tej represji. Jeśli była to rodzina, w której stosowano przemoc, represja bywa znacznie mocniejsza, a kontakt z „odszczepionymi” aspektami siebie całkowicie zablokowany. Nasze „autentyczne ja” na początku spontaniczne i swobodne, z czasem coraz głębiej chowa się pod maską dostosowania, prowadzenie przejmują nasze „podosobowości” przykrojone do oczekiwań otoczenia. W nurcie psychologii procesu określane jako „wewnętrzny krytyk”, w metodzie voice dialogue „Obrońca-Kontroler”.

To ukrycie jest na tyle skuteczne, że w większości przypadków tracimy w dorosłym życiu kontakt z żywym i spontanicznym aspektem siebie. Utożsamiamy się z normami świata, które mówią „trzeba coś osiągnąć”, „być jak inni”, „czegoś w życiu dokonać” itp. Kiedy nasze ”wewnętrzne dziecko” upomina się o odpoczynek, przyjemność czy po prostu przestrzeń i uwagę, zwykle spostrzegamy to jako problem. Nie lubimy tej uważanej za „wadliwą” części siebie i podejmujemy z nią walkę. Uczymy się traktować swoją emocjonalność, spontaniczność, seksualność, kreatywność z perspektywy surowego rodzica, który karze dziecko za nieposłuszeństwo wobec społecznie akceptowanych zasad poczuciem winy, wstydem, złością na siebie. Tracąc w ten sposób kontakt z wolną i spontaniczną częścią siebie, tracimy bezpowrotnie możliwość, odkrycia kim w pełni jesteśmy i po prostu cieszenia się życiem, które jest.

Każdy aspekt naszego wewnętrznego świata ma swoją rację bytu. Problemem (z mojej perspektywy) jest to, że stajemy się w dorosłym życiu zbyt jednostronni/e w swojej percepcji siebie. W medycynie chińskiej uważa się, że każda nierównowaga prędzej czy później doprowadzi do choroby. „Chorobą” może być zarówno nadmierna dominacja „podosobowości” dziecięcej i brak dojrzałego aspektu „dostosowanego”, jak i odwrotnie. W naszej kulturze  cierpimy zwykle z tego drugiego powodu.

„Krytyk wewnętrzny”

Jednym z najgłośniejszych i najmocniejszych  głosów wchodzący w skład naszej „dostosowanej” części jest krytyk. „Krytyk wewnętrzny” to zestaw przekonań pochodzący bezpośrednio z historii osobistej (przekazy rodziców, opiekunów, ważnych osób itp.) lub (pośrednio) stanowiących „prawdę” kulturową, , które określają naszą tożsamość w granicach akceptowanych przez otoczenie. W doświadczeniu wewnętrznym to przekonania, które w surowy, oceniający i porównujący sposób opisują nasze właściwości, cechy wyglądu, charakteru, działania itp. Krytyk często zaczyna się od słów: „Jestem zbyt…”, „Jestem niewystarczająco…”, „Nie umiem…”, „Nawet jeśli teraz mi się udało, to następnym razem…”, „Nie zasługuję na…”, „Inni są lepsi w …”. Krytyk wewnętrzny jest aspektem naszego wewnętrznego „ja”, które w swojej intencji ma służyć ochronie, stara się strzec naszego przetrwania w świecie niczym surowy rodzic za pomocą  nieustannego „dopasowywania” do wymagań otoczenia. Działa niczym osobisty policjant, który nieustannie wypatruje różnych zagrożeń i arbitralnie ustala, najwłaściwsze sposoby ochrony. Kontroluje nasze zachowanie poprzez wytworzenie wewnętrznego systemu zasad, które mają służyć dostosowaniu do wymogów świata i naszemu przetrwaniu. Z czasem, ten kontrolujący głos tak mocno się w nas „rozrasta”, że potrafi „zagłuszyć” inne aspekty naszego wewnętrznego świata – nasze emocje, potrzeby ciała, spontaniczne impulsy… To co w zamierzeniu jest wewnętrzną strukturą służącą ochronie, zamienia się bardzo często w dorosłym życiu w więzienie.

Przemoc w rodzinie – jak najbliższe nam osoby wzmacniają wewnętrzny głos krytyczny

Głos „wewnętrznego krytyka” jest częścią tożsamości wszystkich, ale doświadczenie przemocy ze strony innych, bardzo silnie go wzmacnia, ponieważ stanowi zewnętrzne, „obiektywne” potwierdzenie tego, co i tak myślimy o sobie samych. Już nie tylko słyszę w swojej głowie „Jestem słaba, nic nie umiem”, bo te same słowa padają z ust bliskiej mi osoby – ojca, matki, męża, żony…  Doświadczenie złego traktowania w dzieciństwie lub dorosłym życiu, polegające na zaniedbywaniu potrzeb, przemocy psychicznej, fizycznej czy seksualnej wzmacnia  krytyczny przekaz wobec siebie. Krzywdzone dziecko nie myśli „mama czy tata są źli”, bierze winę na siebie „to ja jestem zły/a, skoro jestem tak traktowany/a ”, „właśnie na to zasługuję”, „bardziej się postaram, będę bardziej idealna/y i wtedy będą mnie kochać” .

To staranie się w sytuacji bycia ofiarą przemocy w rodzinie tak naprawdę nigdy nie ma końca, zawsze jest coś „nie tak”, co może spowodować akt przemocy ze strony sprawców. Dziecko czy osoba dorosła w  sytuacji przemocy wzmacnia w sobie wewnętrznego krytyka, bo ten mechanizm ma służyć ochronie. „Jeśli będę bardziej doskonała/y, to może nie będę zasługiwała na tak złe traktowanie, jakie mnie spotyka”. Oczywiście jest to złudzenie ochrony, bo żadna forma „doskonałości” nie zatrzyma agresora/ki, budującego/ej swoje poczucie wartości na władzy i kontroli. Jednak z perspektywy ofiary, nadzieja na zmianę zachowania sprawcy, o ile „bardziej go/ją zadowolę” potrafi trwać latami…

Doświadczenie przemocy w rodzinie, zarówno w dzieciństwie jak i dorosłym życiu, na tyle mocno wzmacnia głos „wewnętrznego krytyka”, że z czasem trudno jest  popatrzeć na siebie z jakiejkolwiek pozytywnej perspektywy.  Traci się możliwość  zobaczenia swoich mocnych stron, nieustannie podważa swoje oczywiste  atuty, żyje  w poczuciu  „gorszości” od innych i dążeniu do nieosiągalnej perfekcji, żywi  się wyidealizowany obraz pozytywnego życia innych na tle których własne osiągnięcia i sukcesy wydają się błahe i bez znaczenia.  Na poziomie emocji towarzyszy temu lęk i obniżony nastrój, który stanowi kolejny powód do złego myślenia o sobie („jestem nienormalna, ciągle się czegoś boję”) i tak skutek staje się przyczyną kolejnego problemu…

Rozpoznawanie „krytyka wewnętrznego ”

Głos wewnętrznego krytyka stanowi często tak dominującą część naszej tożsamości, z którą przyzwyczailiśmy/łyśmy się utożsamiać, że traktujemy ten przekaz jako obiektywną prawdę o sobie. „Rzeczywiście jestem słaba, zjadłam ciastko, choć sobie obiecywałam przejść na dietę”. W takim momencie trudno jest o refleksję np. „To nie jest jedyna prawda na mój temat. Zjadłam ciastko, ale nie świadczy to w żaden sposób ani  o mojej sile ani słabości”. Osoby mocno „zlane” z krytycznym systemem przekonań tj. utożsamiające się z tym głosem, tracą możliwość patrzenia na siebie innymi oczami niż z perspektywy surowego, wymagającego rodzica. Każda sytuacja, w której nasz monolog wewnętrzny prowadzi do obniżenia samopoczucia, spadku energii, poczucia winy i wstydu za siebie, osłabienia pozytywnej samooceny, jest z dużym prawdopodobieństwem „autorstwa” naszego krytyka. Możemy tego nie zauważać na poziomie świadomym tj. nie mieć refleksji „oj, to mój krytyk”, ale na pewno poczujemy to na poziomie naszego ciała. Wewnętrzny krytyk paraliżuje, blokuje, hamuje ekspresję, zamyka usta, zmusza do wycofywania się, powoduje usztywnienie ciała, niepokój wewnętrzny, ściskanie w żołądku… Jeśli myśląc na swój temat doświadczamy bólu, wstydu, lęku to prawdopodobnie właśnie patrzymy na siebie przez pryzmat „krytyka”.

„Kochający rodzic” – transformowanie głosu „krytyka”

Wychodzenie poza głos surowego „krytyka wewnętrznego”  jest procesem stopniowym. Celem jest postęp i rozwój, nie perfekcja (to domena „krytyka”). Transformacja  przekonań „krytycznego rodzica”, które nie pozwalają nam  się zrelaksować, cieszyć z tego kim jesteśmy, doświadczać w pełni życia w stronę  przekonań „rodzica kochającego”. Nie chodzi o to, aby „uwolnić” dziecko i podążać  w życiu za wszystkim swoimi „niezsocjalizowanymi” impulsami. Byłoby to niebezpieczne dla nas samych – jednostronna dominacja jakiegokolwiek aspektu prowadzi do nierównowagi. Dziecko potrzebuje dorosłego, żeby przeżyć w skomplikowanej przestrzeni życia. Diada rodzic-dziecko jest niezbędna do przetrwania zarówno w świecie zewnętrznym jak i wewnętrznym.

Problem polega na tym, że ten ”wewnętrzny dorosły” u osób, które doświadczyły przemocy przybiera formę nadużywających przekonań i jest bardzo często niechętny „dziecku” – nieustannie podważa jego perspektywę „to głupie co teraz pomyślałam”, zapomina o zaspokajaniu ważnych potrzeb „teraz nie ma na to czasu, trzeba posprzątać”, deprecjonuje prawdę doświadczanych emocji „jak mogłam się tak głupio zezłościć, przecież on tego nie zrobił specjalnie” itp. Robimy to automatycznie w naszym dorosłym życiu. Brakuje „racjonalnego dorosłego”, który popatrzy na naszą sytuację nie tylko z perspektywy braku, ale równocześnie pełni, którą jesteśmy w każdym momencie życia.

Uzdrawianie długoterminowych skutków doznanej przemocy to odkrywanie, że istnieje możliwość wyboru na poziomie tego na czym skupiamy swój umysł, jakimi przekonaniami karmimy same/ych siebie. To praca nad rozwijaniem swojej świadomości. W moim doświadczeniu pracy z kobietami, które doświadczyły przemocy, proces ten wiąże się często z uwolnieniem energii emocjonalnego żalu, który został „zamrożony” w przeszłości, bo był zbyt duży i przytłaczający. Wracają uczucia bólu i zranienia, które, wydawałoby się, że jest już za nami. Cierpienie to jednak tylko fragment drogi powrotu do kontaktu z własnymi emocjami. Nasze „wewnętrzne dziecko” jest czymś o wiele bogatszym i pełniejszym niż tylko zapis krzywd, które w sobie nosimy. To także możliwość bardziej autentycznego doświadczania radości, zabawy, kontaktu z duchowością, jakkolwiek ją rozumiemy.

Praca z procesem jako narzędzie transformacji krytyka wewnętrznego

Transformowanie  głosu krytyka oznacza  nauczenie się świadomego dostrzegania różnych aspektów systemu własnych przekonań, odróżniania jednych „głosów” od innych, „wyłapywania” deprecjonujących myśli na swój temat i nie podążania za nimi w sposób automatyczny. Umiejętność poddawania swego wewnętrznego dialogu świadomej refleksji. „Czy na prawdę jestem słaba?”, „Kto mnie nauczył takiego myślenia osobie?”, „Czy to przekonanie służy mi?”, „Czy są sytuacje, w których jestem silna?” „Do czego potrzebowałam zrobienia, tego co nazywam teraz głupim” itp. Rozwijanie samoświadomości jest ważnym etapem „detronizowania” głosu krytyka i pozbawiania go władzy jaką często posiada nad naszym życiem. Transformacja krytycznych przekonań na swój temat jest procesem polegającym na przechodzeniu od często pełnej negacji siebie w stronę budowania realnego obrazu tego kim jestem, widzenia swoich mocnych stron jak i obszarów do rozwoju.

Wychodzenie poza „krytyka” – kontakt z „autentycznym ja”

Odkrywanie przekonań „krytyka” i nie podążanie za nimi to ważna, pierwsza  część transformacji.

Druga, to odkrywanie za jakimi innymi wewnętrznymi głosami chcę podążać w życiu. Tym najgłębszym i najbardziej indywidualnym jest nasze „autentyczne ja”, „głos serca”, „wewnętrzne dziecko”. Te pojęcia pochodzące z różnych tradycji psychologicznych, choć nie do końca tożsame, mają wiele podobieństw. Jest wiele sposobów odnajdywania drogi powrotu do tego „wydziedziczonego” fragmentu siebie. Często robimy to w sposób całkowicie intuicyjny i spontaniczny praktykując twórczość – śpiew, taniec, malowanie, rysowanie, zabawę, dziecięce zabawy. Nie chodzi tu o kreatywność w rozumieniu tworzenia dzieł, które dadzą nam akceptację innych, ale o twórczość w sensie pozwolenia sobie na swobodną, niczym nie skrępowaną ekspresję w dowolnej dziedzinie, która sprawia nam przyjemność. Twórczość, w której chodzi o drogę, nie o cel, czyli dokładnie tak jak to było w przedszkolu…

Dziecko, które w nas mieszka odżywa także w kontakcie z naturą, żywiołami przyrody, zwierzętami, roślinami. To nie jest przypadek, że odzyskujemy siły w trakcie wakacji. To jedyny czas w naszej kulturze kiedy „oficjalnie” pozwalamy sobie na dwa-trzy tygodnie w roku zdjąć sztywny garnitur wszelkiego rodzaju powinności. Kontakt z ”wewnętrznym dzieckiem” daje energię, wycisza, „ładuje akumulatory”, to powrót do swoich korzeni również na poziomie energii. Energia dziecka jest mocna i żywa, wystarczy popatrzeć na bawiące się maluchy, z naszą psychiką jest tak samo.

Uzdrawianie długoterminowych skutków przemocy to w moim rozumieniu praca nad przywracaniem wewnętrznej równowagi, rozwijaniem tych aspektów wewnętrznego świata, które uległy stłumieniu lub wręcz nie mogły się rozwinąć i ograniczaniem tego co rozrosło się w nadmiarze. Kobiety, z którymi pracuję, generalnie potrzebują nauczyć się robienia przestrzeni dla swojego „wewnętrznego dziecka” i ograniczenia perspektywy „wewnętrznego krytyka” na rzecz „racjonalnego dorosłego”.

W mojej praktyce bardzo skutecznymi sposobami „przywoływania” kontaktu z „dzieckiem” jest praca z doznaniami na poziomie ciała, wizualizacja, praca metodami terapii przez sztukę – rysowanie, pisanie listów i bajek, szycie, tworzenie rzeźb, kontakt z wewnętrznymi doznaniami  za pomocą muzyki. Praca z „dorosłym” aspektem wiąże się z rozwijaniem samoświadomości i pracą nad transformowaniem  przekonań. Przemoc kończy się naprawdę dopiero wtedy, kiedy przestajemy ją stosować wobec samych siebie…

Agnieszka Czapczyńska – psycholożka, psychoterapeutka, superwizorka w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie